22 lata i 2 dni... a czuję się jakbym skończyła trzydziestkę.
Ehh...
Jestem uparta. I może dlatego nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Trochę przegiąłem... Taaa, trochę bardzo. Uwaga, którą usłyszałam wówczas na informatyce podniosła mi ciśnienie. I nie dlatego, że była trafna. A dlatego, że była tak daleka od prawdy. Nienawidzę, jak zamiast rozmawiać, ktoś woli mnie atakować.
A teraz? A teraz jeszcze mi napisał, że na zaliczenie to właśnie z nim mam prowadzić publiczną debatę.
Ciekawe jak to rozwiążemy, bo ja nie mam zamiaru zamienić z nim ani słowa.
Gwałcę replay.
I wkurza mnie też to, że nie mogę do niego jechać, by być przy nim w szpitalu. Mimo że teraz śpi. Ehh...
Jedynie ta świadomość, że zaraz się spakuje, zrobię ze sobą porządek. A jutro... po pracy wytaszczę walizkę z autobusu, i pobiegnę na następny, by jechać do niego. Trzyma mnie w ryzach.
Niczego bardziej mi nie trzeba oprócz tych objęć, w które wpadnę.
Próba samobójcza. Are you siure? No po prostu wysiadam. Legalnie. Nie mam siły.
Uwielbiam też chodzić do fryzjera. Następnym razem odważę się na 5 centymetrów od ucha. Bo teraz mimo związanych włosów nie ma zbyt dużego efektu. Baaa... Wzorek "też se" wydziergam. A co?! Mam prawo. I po raz kolejny zdanie innych mnie nie obchodzi.
Im wydaje się, że to jest takie łatwe... Nie mieć czasu dla siebie. Nie mieć czasu zajrzeć do notatek ze studiów. Wciąż kombinować, by być dopuszczonym do sesji, bo fizycznie nie mogę znaleźć się z punktu A w punkcie B, mając tylko tyle czasu ile mam.
Im wydaje się, że ja przesadzam.
A ja czuję się zamknięta w 24 godzinach, w których dzielę się na odcinki czasowe. Od... do.
Muszę mieć kąt, w którym tylko ja rządzę i przebywam tylko ja. Muszę mieć w nim czas na święty spokój. Muszę mieć mogiłę, w której się zamknę, umrę i zmartwychwstanę.
Być może tego potrzebowałam. Obojętności, której zazwyczaj mi brak. Bo dotyka mnie wszystko, co stoi gdzieś na horyzoncie. Ma rację. Nie powinnam się angażować. Alkoholizm to nie moja sprawa. Mam nie widzieć, mimo że patrzę. Dla własnego dobra.